Więcej o
2026
Lipiec 1986. Chwilę temu wybuchła elektrownia w Czarnobylu, nie dziwią więc protesty hipisów przeciw budowie elektrowni atomowej koło wsi Rokitnica pod Żywcem. Dziwi jednak znalezione przez proboszcza na torach ciało młodej kobiety, elegancko ubranej i nie tutejszej; nie przejechał jej pociąg, ale została zabita nożem. Milicja, a konkretnie oddelegowany z komendy wojewódzkiej kapitan Witczak, człowiek nietypowo niepijący, usiłuje wyjaśnić sprawę morderstwa, a mimo że ma do pomocy lokalną ekipę - rzutką szeregową Gierasównę, wycofanego kaprala Synowca oraz ewidentnie nadużywającego alkoholu starszego sierżanta Waśkowiaka - to mieszkańcy wsi bynajmniej nie kwapią się do pomocy, nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, mimo że miejsce zamordowania było dość widoczne. Dopiero kiedy proboszcz Marczewski apeluje po mszy o współpracę, coś zaczyna się dziać. Po czym ginie druga dziewczyna. Nie są to pierwsze nietypowe zdarzenia w okolicy - ponad 20 lat wcześniej nastolatek zabił swoją rodzinę, po czym wylądował w szpitalu psychiatrycznym, jeden duszpasterz popełnił samobójstwo, a drugi nagle został gdzieś oddelegowany.
Nie wiem czemu broniłam się przed tą autorką, bo książka wciągnęła mnie od samego początku. Świetnie oddany klimat leniwego lata na PRL-owskiej wsi, nic się nie dzieje, ale wszystko aż wibruje od plotek, domysłów, zatargów z przeszłości i tajemnic. Mieszkańcy rzucają aluzjami, milicja też niespecjalnie ze sobą współpracuje, raczej współzawodniczy, narzędzia są na miarę epoki - mało mikrośladów, raczej mozolna praca polegająca na telefonicznym poszukiwaniu potencjalnie zaginionych i rozmowach, z których z czasem wyłania się coraz więcej szczegółów. Nie byłam sprytniejsza od śledczych, w zasadzie tylko trafnie podejrzewałam, co stoi za aferą ze zdechłą myszą. Jako fanka kryminałów z epoki jestem absolutnie usatysfakcjonowana realiami i jednocześnie zadowolona, że w przeciwieństwie do niektórych autorów, osadzających akcję w przeszłości, stylizacja nie poszła w pastisz, ale w uczciwy, klimatyczny dreszczowiec.
Inne tej autorki:
#69
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwca 2, 2026
Link permanentny -
Tagi:
2026, kryminal, panie -
Kategoria:
Czytam
- Skomentuj
Zima. Trzy siostry - Olga, Blanka i Kristýna - umówiły się, że razem pojadą do rodziców na wieś, na urodziny ojca. Razem, bo Olgi samochód jest w naprawie, Kristýna nie ma prawa jazdy, a Blanka ma największy samochód, żeby pomieścić trójkę dzieci. Od samego początku idzie źle - wyjeżdżają za późno, nie mieści się duży prezent od Olgi, kłótnia, gdzie kto siedzi, a stłoczone dzieci nie są w najlepszych nastrojach. Jakby zapytać każdą z sióstr, to oczywiście kocha pozostałe, ale szybko wychodzi, że każda każdej czegoś zazdrości, chociaż zazdrość maskują chwaleniem się, nawet jeśli rzeczywistość nie jest kolorowa. Kristýna ma kaca, a do tego spotyka się z żonatym facetem, który traktuje ją instrumentalnie. Blanka myślała, że trzecie dziecko - nareszcie synek - zbliży ją z mężem, ale nie; ma wrażenie, że Libor ją zdradza. Oldze od lat każdy wypomina, że jest samotną matką, a jej permisywny sposób wychowania sprawia, że syn jest kłopotliwy. Do tego dochodzi rywalizacja o ojca, który czuły jest tylko dla najmłodszej córki. W celu czeka na nie matka, która obiecała, że nie zepsuje atmosfery świętowania wspomnieniem o tym, że właśnie po latach nieudanego związku się z mężem rozstała. Pada śnieg, warunki jazdy coraz gorsze, a do tego jedna z opon ulega przebiciu, kompletnie rujnując plany.
Tak, Soukupová pisze cały czas tę samą historię o nieumiejętności rozmawiania, sprzecznych oczekiwaniach, pozorach, manipulacji i tłumionych emocjach, nawet jeśli zmieniają się imiona bohaterów. To absolutnie nie szkodzi, bo narracja, przeskakująca przez bohaterki - matkę, siostry, najstarszą córkę Blanki - również sięgając do przeszłości, pokazuje wzorce, których postaci zdają się nie widzieć. Jak to stwierdziła H., jeździ ząbkowanym nożem po kręgosłupie, wyjmując na wierzch wszystko, co ukryte, w tym przemoc i zawiedzione nadzieje. Jedyna wada to zakończenie, bo mam wrażenie, że wszystko urwało się w połowie bez wyraźnego finału; ale to tak jak w życiu, też w pewnym momencie wychodzimy i nie wiemy, co dalej.
Inne tej autorki.
#68
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maja 30, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panie
- Skomentuj
Powieść to w zasadzie 6 mini-powieści, ułożonych w łańcuszek. XIX wiek; Ewing, amerykański notariusz, spisuje dziennik swojej podróży przez pacyficzne wyspy. Część tego dziennika w latach 30. XX wieku czyta muzyk Frobisher, który jest sekretarzem znanego, choć bardzo starego muzyka; opisuje wszystko swojemu ukochanemu, fizykowi Sixsmithowi. Kilkadziesiąt lat później, już w latach 80., Sixsmith próbuje zapobiec awarii źle skonstruowanej amerykańskiej elektrowni atomowej, ale zostaje zamordowany. Sprawę próbuje wyjaśnić dziennikarka, Rey, która oprócz dokumentów demaskujących zarząd elektrowni dostaje listy Frobishera. Mija kolejne kilkadziesiąt lat, wydawca Cavendish musi ukrywać się przed rodziną klienta-przestępcy, trafia niespodziewanie do domu spokojnej starości, skąd usiłuje uciec; pozbawiony pracy przegląda nieopublikowane manuskrypty i trafia na 1. część pamiętnika Rey. Daleko w przyszłości, sklonowana robotnica Sonmi-451 (ukłon w stronę Bradbury’ego?) jakimś sposobem zyskuje inteligencję i jej marzeniem staje się obejrzenie w całości filmu na podstawie losów Cavendisha. Wreszcie w ostatniej odsłonie, Zachariasz, cylwizowany członek jednego z plemion na Hawajach, które uchowały się po apokalipsie i nie zostały (jeszcze!) krwawo stłumione przez inne, pomaga Profetce Meronym, należącej do nielicznej grupy ocalałych naukowców, w dotarciu do teleskopu w opuszczonym obserwatorium; luźny związek z powoli zapomnianą przeszłością utrzymuje przez wiarę w boginię Sonmi. Każda historia, oprócz ostatniej, jest przerwana w połowie i dopiero teraz palindromicznie każda z nich dostaje zakończenie.
Nie wiem, co mi nie podeszło przy pierwszym i chyba drugim czytaniu, bo kilka prób podejmowałam. Jak już przeskoczyłam do drugiego epizodu, zaczęło mi się podobać, a jak dotarłam do przyszłości i historii “fabrykantki”, nie mogłam się oderwać. Nie upieram się, że związki między historiami są wyraźne, raczej absolutnie pretekstowe; pamiętam, że to było dla mnie problemem podczas oglądania ekranizacji, która składała się z tych samych aktorów obsadzonych w coraz dziwniejszych sztafażach. Książka jest bardziej składna i coraz bardziej wciągająca, im dalej w akcję. Czy zaliczyłabym ją do top 100 najlepszych książek sf? Niekoniecznie.
#67
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maja 27, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panowie, sf-f
- Skomentuj
Zacznijmy od tego, że po coś ten kodeks karny został stworzony, bo jednak zbrodnie nie są ogólnie zabawne. W książeczce jest kilka opowiadań z nieco przewrotnymi finałami, każde z innej beczki, niektóre bardziej humorystyczne (ale to humor z gatunku absurdu i groteski), inne mniej. Jest historia zabicia łaciny, będąca w zasadzie wspomnieniem dorastania w międzywojniu. “Dzieci” to mroczna historia o Bohaterze i bandzie bachorów, które wszystko niszczą, ale na koniec autor jednak wchodzi w postmodernizm, unikając odpowiedzialności. Najbardziej przyziemna jest historia o działkowcach, pani i panu Rukwielach, którzy raz do roku organizują spotkanie przy domowym porzeczkowym winie i nie do końca rozsądnie drażnią się z bogatym, acz tępym Zabiełkiem. Kolejne opowiadania to metafory rozliczeń zbrodniarzy wojennym w nieco kabaretowym sztafażu, następne o ojcu i synu, który zamiast studiów wybiera karierę u prywaciarza. Wreszcie finałowe o tapu, uosobieniu (chociaż czy postać żaby to uosobienie?) pradawnego bóstwa, którego celem było zatrzymanie wolnej woli, bo więcej z niej szkody niż pożytku. Czemu czytam, skoro takie dziwne? Bo Ulman świetnie pisze, nawet jeśli to groteska.
Inne tego autora.
#65
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maja 21, 2026
Link permanentny -
Tagi:
2026, beletrystyka, opowiadania, panowie -
Kategoria:
Czytam
- Skomentuj
„Nasza rodzina jest rodziną światła” powtarza matka, ale tak naprawdę nikt z jej członków nie podniósł się po śmierci ojca, poprzedzonej okresem przemocy i choroby psychicznej. Ellen, jeszcze dziecko, nie mówi. Po części dlatego, że modliła się o śmierć ojca i teraz boi się komunikować ze światem, po części, bo nie wie, co mogłaby powiedzieć nadmiernie entuzjastycznej matce i wycofanemu bratu. Powieść, a w zasadzie nowela, nie ma jakiejś specjalnej fabuły, 11-letnia narratorka powoli wyjaśnia, co zaszło w jej rodzinie i jakie to miało konsekwencje dla wszystkich. Raczej ponura lektura, chociaż z przebłyskami nadziei w finale. Nie wiem, na ile to historia autobiograficzna autorki, ale z książek jej eks-męża wiadomo, że po latach dalej zmaga się z chorobą psychiczną.
#64
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maja 20, 2026
Link permanentny -
Tagi:
2026, beletrystyka, panie -
Kategoria:
Czytam
- Skomentuj
Pani Aniela Jaworska wraca od szwagra nieco pod wpływem śliwowicy, ale szybko trzeźwieje, kiedy do jej drzwi puka kuzynka nielubianej sąsiadki i pada martwa. Kuzynka, nie pani Aniela. Okazuje się, że ktoś zmyślnie zatruł pastę do zębów cyjankiem, za co oczywiście zostaje aresztowana kuzynka, salowa[1] Dorota Barańska. Sprawę wstępnie prowadzi kapitan Motycz[2], ale pechowo niebawem wpada pod samochód prowadzony przez pijanego kierowcę i ląduje w szpitalu. Dzięki temu śledztwo przejmuje porucznik Anna, na której presję wywiera mąż, lekarz ze szpitala, w którym Barańska pracuje, a do tego jej były kochanek. Barańskiej, nie Anny. Związek Anny i Pawła nie jest w najlepszym miejscu, on się irytuje o wszystko, bo w domu nienagotowane i nieposprzątane, a do tego Anna wraca późno i im parówki stygną. Anna zgadza się więc oczyścić Barańską z zarzutów, żeby zapunktować u męża. Okazuje się, że zamordowana kuzynka parała się szantażem, ale niedoszła ofiara szantażu decyduje się również na porcję cyjanku, żeby uniknąć blamażu. Wtedy pojawia się kolejny trop - hospitalizowany Motycz zaczyna opowiadać o cudotwórcy, który za drobną opłatą wysyła fluidy[3] w czasie operacji i jest większa szansa, że się uda. Okazuje się, że salowa Barańska była jedną z osób, które z dobrego serca łączyły potrzebujących z cudotwórcą, profesorem Mortinberem.
Się je: zimne parówki (na urodzinową kolację, były gorące, ale wystygły); bułki, twarożek, jajka na twardo, sałatę i szczypiorek (na śniadanie), kruche ciasteczka, kurczaka z rożna, pudełko sardynek i kawałek znakomitego keksu (w ramach “luksusowej” kolacji); najrozmaitsze przystawki, sardynki, łosoś, ryba w galarecie, pasztet z drobiu, potem pieczone i wędzone kurczęta z sałatą, na deser ciasta, kompoty, owoce (również na kolację, tym razem z okazji zakończenia śledztwa).
Się pije: wino, gorące mleko, herbatkę po angielsku i coca colę, śliwowicę, koniaczek “Hennessy” u hrabiny, białe wino, koniak gruziński.
Się ma toksyczny związek: “Moja cierpliwość ma swoje granice, doprowadzisz w końcu do tego, że cię pobiję”.
Się pali: na przykład “Sporty”, ogólnie się pali za dużo, również lekarze, ale się rzuca. W finale Anna wyrzuca symbolicznie paczkę “Winstonów” za okno.
[1] Wszyscy się dziwią, że jest tylko salową, wszak jest piękna, elegancka, a w domu ma srebrne łyżeczki i ciotkę-hrabinę, a do tego zaopatruje się we francuskie perfumy w Peweksie. Zagadnięta o źródła dochodu odpowiada arogancko, że może się kurwi.
[2]
Kapitan Władysław Motycz był z natury człowiekiem pogodnym i wesołym. Niezbyt pasował do Wydziału Zabójstw. Lubił muzykę, tańce, zabawę. Zawsze był w dobrym humorze, pamiętał masę najrozmaitszych kawałów, którymi przy lada okazji częstował swoich kolegów. W młodych latach uczył się śpiewu i podobno miał dobry głos. Złośliwi powiadali, że jest najlepszym śpiewakiem wśród detektywów i najlepszym detektywem wśród śpiewaków. Zrezygnował z kariery artystycznej, ponieważ miewał częste chrypki, co jest wprawdzie cenną zaletą u piosenkarzy jazzowych, ale wyraźnie przeszkadza w występach na scenach operowych, a Motycz miał właśnie takie operowe ambicje.
[3] Nawet w Związku Radzieckim zaczynają się naukowo zajmować telepatią.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#63/#10
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maja 17, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Słucham (literatury), Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panowie, prl, klub-srebrnego-klucza
- Skomentuj