Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Lata 30. XX wieku. Na praskim Żiżkowie zostaje zamordowany niejaki Andres. Sierżant Broż zostaje oddelegowany do śledztwa również ze względu na to, że zbrodnia miała miejsce przy tej samej ulicy, przy której mieszka, co z jednej strony cieszy jego żonę, bo ma dostęp do ploteczek, z drugiej - męża nie ma w domu. Brożowi to nie przeszkadza, bo jak większość mężczyzn, jakich poznajemy podczas śledztwa, nienawidzi kobiet. Za to doskonale się dogaduje ze swoim zwierzchnikiem, komisarzem Suchanem, który nie raz i nie dwa komplementuje podwładnego (”Panie Broż, nigdy już nie chcę nikogo innego widzieć przy sobie prócz pana. Pan jest światłem moich oczu…”). Wracając do morderstwa, pan Andres parał się handlem, w jego mieszkaniu znaleziono diament i herbowy ametyst, co pozwala podejrzewać, że być może został zamordowany podczas rabunku, chociaż oczywiście podejrzana jest jego żona, którą denat za życia poniewierał. Chwilę później podejrzanych jest cała gromada, a do wyjaśnienia sprawy konieczne jest rozebranie parasola niejakiej pani Czernej, którą Andresowie znali jeszcze z Wiednia.
To takie bardziej patologiczne klimaty - wszyscy piją, panowie potrafią sobie ulżyć pod akacją lub głośno wysmarkać, nawet najbardziej obrzydliwi zdradzają żony, wszyscy wszystkim zazdroszczą i się szpiegują. Między wierszami pojawiają się “zabawne” anegdotki o macaniu “czternasto-piętnastoletnich kóz” czy już zwyczajnie przykre wspomnienia wykorzystania nastolatek.
Seksizm codzienny:
Wiadomo, babę trzeba krótko trzymać, żeby się nie urwała.
Na dodatek myśl, że owe dwie rywalki, pani Andresowa i pani Kofy, w innych czasach zostałyby bez ceregieli spalone na stosie jako czarownice. “I pewnie te pozostałe baby także” - z satysfakcją dokończył myśl Suchan. Opanowała go zawziętość.
Się pije: kawę, koniak, herbatę, wodę sodową, czerwone wino o barwie krwi, śliwowicę.
Się je: zupę, kiełbasę z cebulą, chleb dla diabetyków, suchy chleb, wieprzowiną.
Się podziwia: spory gipsowy odlew Panny Marii z Lourdes w owej białej, a błękitnej od spodu szacie.
Się pali: austriackie sporty.
Się ogłasza w prasie:
„Szukam szczęścia w przygodzie. Jestem blondynką, mam lat osiemnaście, bez przesądów. Hasło: Wiek nie gra roli". Albo! „Damę, za którą szedłem we wtorek po ulicy Spalenej, pytam, czy zawarcie znajomości jest możliwe? Hasło: Czarny kapelusz”. A także: „Ogłaszam, że długów mojej małżonki, Anny Karowej, płacić nie będę. Alojzy Kara”
Inne z tej serii.
#143